Spójrzmy prawdzie w oczy.
Otwierasz Instagrama, wpisujesz hasło „fotografia ślubna” i po trzech minutach skrolowania masz wrażenie, że oglądasz cały czas ten sam profil. Te same ciepłe, pastelowe filtry, miękkie światło i  wygładzone twarze. Klasyka jest w porządku, ale umówmy się, rynek po prostu się tym przesycił.
Klienci z dużych miast, takich jak Wrocław, Warszawa czy Gdańsk, coraz częściej szukają czegoś, co ma charakter, czegoś, co nie wygląda jak kalka. Odpowiedzią na tę bezpieczną nudę jest globalny powrót do surowości, który w branży premium nazywamy stylem Anti-Gloss.
To nie jest kolejna chwilowa moda, to świadomy bunt przeciwko plastikowym, cyfrowym idealnym obrazkom.
O co w tym dokładnie chodzi i dlaczego ta estetyka robi teraz taki szum?
Tradycyjna szkoła fotografii uczy, że światło błyskowe musi być miękkie, rozproszone przez wielkie softboxy, czy blendy. W stylu Anti-Gloss wyrzucasz te zasady do kosza. Zakładasz lampę bezpośrednio na sanki aparatu i strzelasz błyskiem na wprost, prosto w osi obiektywu.
Efekt?
Kadry zyskują bezwzględną ostrość, drapieżny kontrast i charakterystyczne, głębokie cienie za sylwetką. Zdjęcia natychmiast zaczynają wyglądać jak reporterskie ujęcia robione przez paparazzi, którzy łapią gwiazdy na ulicach Paryża czy Mediolanu podczas Fashion Weeku. Co najlepsze, to nie jest technika zarezerwowana tylko na nocne szaleństwo na parkiecie. Daylight Fill-Flash, czyli użycie ostrego błysku w pełnym słońcu lub przy popołudniowym świetle na tle miejskiej architektury, odrywa postać od tła i zamienia zwykły spacer w luksusowy edytorial. Prawda, zamiast cyfrowego plastiku. Słowo „gloss” to synonim wylizanej okładki komercyjnego magazynu, gdzie retuszer spędził godziny na zamienianiu skóry w plastik. Anti-Gloss to powrót do struktury. Na takich zdjęciach widać fakturę materiałów, jak głęboki, bordowy tiul sukni ślubnej Alice, czy surowy splot wełnianego płaszcza (z ostatniej sesji ślubnej) . Flesz wyciąga autentyczność: prawdziwą fakturę skóry, tatuaże, emocje. Nie ma tu miejsca na filtry upiększające z aplikacji. Zdjęcie ma być surowe, prawdziwe i szlachetne w swojej prostocie. Ruch, ziarno i filmowy klimat i kolejna rzecz, która doprowadza do szału tradycyjnych fotografów: nieostrość :)) Dla nich poruszone zdjęcie to błąd warsztatowy. W nowoczesnym edytorialu miejskim kontrolowane rozmycie ruchu (panning czy efekt shutter drag) oraz organiczne, gęste ziarno to pełnoprawne środki wyrazu. Obraz wreszcie zaczyna żyć. Te kadry krzyczą energią, pachną szampanem i mają w sobie dynamikę, której nie da się powtórzyć w statycznej, sztucznie ustawianej pozie. Obok chłodnych, dumnych, posągowych portretów rodem z pism modowych, to właśnie ruch buduje cały kinowy klimat reportażu. Tworzymy fotografie dla osób z własną wizją.
Jako M&M Szymczak Visual nie interesuje mnie powielanie bezpiecznych schematów. Niezależnie od tego, czy realizuję reportaż ślubny w industrialnej przestrzeni, alternatywną sesję kobiecą, czy miejski edytorial dla par, szukamy ludzi, którzy chcą czegoś autentycznego.
Działamy na terenie całego kraju, współpracując z klientami, którzy cenią naturalność i chcą pamiątki, która ma pazur i przetrwa próbę czasu. Bez reżyserowania na siłę, bez sztucznych uśmiechów i bez weselnego kiczu. Jeśli czujesz tę estetykę i chcesz, aby Twoja historia została opowiedziana w filmowym, bezkompromisowym stylu, napisz do nas. Usiądźmy, porozmawiajmy i zróbmy coś, co za kilka lat wciąż będzie wyglądało świeżo i z klasą :)